Owady w kuchni khmerskiej nikogo na miejscu specjalnie nie dziwią. Dla wielu podróżników to kulinarna ciekawostka, dla części Khmerów po prostu jeden z lokalnych przysmaków, a dla historii kraju także ślad czasów, kiedy jedzenie było przede wszystkim sposobem na przetrwanie.
Najbardziej znanym przykładem są tarantule zwane a-ping, kojarzone przede wszystkim z miejscowością Skuon, położoną około 60 km od Phnom Penh. To właśnie tam smażone pająki stały się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobliwości kambodżańskiej kuchni. Dla jednych są egzotycznym wyzwaniem, dla innych przekąską kupowaną równie naturalnie jak grillowane szaszłyki czy owoce z ulicznego straganu.
A-ping ze Skuon
W relacjach podróżników Skuon bywa nazywane wręcz „miastem pająków”. Na lokalnych stoiskach sprzedaje się tarantule podsmażane najczęściej z czosnkiem i solą. Według osób, które próbowały tego dania, zewnętrzna warstwa bywa chrupiąca, a środek bardziej miękki i intensywny w smaku. Nie jest to kuchnia codzienna dla każdego mieszkańca kraju, ale bez wątpienia stała się częścią kulinarnego wizerunku Kambodży.
Skąd wzięła się ta tradycja?
Historia jedzenia tarantul jest zwykle łączona z trudnym okresem lat 70. XX wieku. Ludzie ukrywający się w dżungli i uciekający przed terrorem Czerwonych Khmerów jedli to, co było dostępne: owady, małe zwierzęta i dzikie rośliny. Z czasem praktyka, która początkowo była wymuszona okolicznościami, w niektórych miejscach przerodziła się w lokalny zwyczaj i źródło dochodu.
To ważne, bo pokazuje coś więcej niż tylko egzotyczną ciekawostkę. W kambodżańskiej kuchni wiele potraw ma za sobą historię biedy, improwizacji i przystosowania do trudnych warunków. Dotyczy to nie tylko owadów, ale też prostych dań ulicznych i sezonowych składników.
Czy w Kambodży jada się tylko pająki?
Nie. Smażone tarantule są najbardziej medialne, ale temat jest szerszy. W różnych częściach kraju spotyka się także świerszcze, chrząszcze czy inne drobne stworzenia traktowane jako przekąska albo dodatek do posiłku. Jeśli chcesz zobaczyć szerszy obraz miejscowych smaków, zajrzyj też do tekstu Egzotyczna kuchnia Kambodży.
Czy warto próbować?
To zależy bardziej od nastawienia niż od odwagi. Dla części turystów spróbowanie a-ping jest symbolem otwartości na lokalną kulturę. Inni wolą poprzestać na obserwacji straganu i zdjęciu. Obie reakcje są całkowicie zrozumiałe.
Jeśli zdecydujesz się spróbować, najlepiej robić to w miejscu, gdzie jedzenie wygląda świeżo i rotuje szybko. W końcu nawet najbardziej egzotyczna przekąska pozostaje po prostu ulicznym jedzeniem. A uliczne jedzenie wszędzie rządzi się tą samą zasadą: wybieraj tam, gdzie jedzą miejscowi i gdzie produkt nie zalega godzinami na słońcu.