Przejdź do treści
🏠 Strona główna Społeczeństwo Pierwsza zimowa kurtka w życiu

Pierwsza zimowa kurtka w życiu

📅 25 marca 2011 👤 Redakcja ABC Kambodża
Kambodża Historia Kambodży Społeczeństwo Kambodży

Niewiele się mówi o wzajemnych stosunkach polsko-kambodżańskich i mało kto wie, że oba te kraje łączyło niegdyś coś szczególnego. Niektórzy mieszkańcy Kambodży znają bowiem chłód typowo polskiej zimy, szelest naszego języka, zapach pierogów, atmosferę łodzkich fabryk, czar toruńskiej starówki i krajobrazy Białegostoku. Zapraszamy do lektury niezwykłego reportażu poruszającego temat pierwszych khmerskich studentów w Polsce.


  Łódź | Pierwsze zimowe kurtki studentów z Kambodży

1985 r. Warszawa – Okęcie

Zima roku 1985 jest jedną z tych najmroźniejszych. Starsi ludzie będą ją wspominać jeszcze długie lata. Siarczyste mrozy, trzeszczący śnieg pod stopami i wydobywająca się z ust gęsta para. Gdy temperatura spada poniżej 25 stopni, nawet górale zgodnie przyznają: „Zima, że hej!”.

Lotnisko na Okęciu jest opustoszałe, z powodu zamieci śnieżnych odwołano sporą część  lotów. Wśród przybywających jest jednak interesująca grupa turystów. Ich egzotyczny wygląd i te charakterystyczne oczy zdradzają azjatyckie pochodzenie. Nic jednak nie rzuca się w oczy tak bardzo, jak strój przybyszów: zwiewne, lekkie koszule, szmaciane spodnie, jeden ma na głowie słomkowy kapelusz, drugi pociera swoją łydkę mając na nogach tylko sandały.

Przybysze rozglądają się nerwowo, nieustannie gestykulując, wskazują na puste miejsca w przestrzeni terminala. W końcu wysyłają jednego, aby zdobył jakieś informacje.

Azjatyccy goście nawet nie przeczuwają niespodzianki, która czeka ich na zewnątrz, jeszcze nie dostrzegli faktu, iż każdy oprócz nich ma na sobie długie, skórzane płaszcze, ciepłe swetry, czapki, szaliki, rękawiczki czy wreszcie barchanowe kalesony.

1979 r. Kambodża

Po interwencji wojsk Wietnamskich kończy się reżim Czerwonych Khmerów - jeden z najbardziej tragicznych i okrutnych, jaki komuniści zgotowali światu. Po niemal 4 latach rządów Pol Pota kraj cofa się w rozwoju o kilkaset lat: nie ma elektryczności, samochodów, maszyn, pieniędzy, szkół, szpitali i lekarzy.

Wszyscy, którzy posiadali jakiekolwiek wykształcenie czy umiejętności już dawno nie żyją. Zginęli prawdopodobnie w czasie morderczej pracy na polach ryżowych z wycieńczenia i głodu. Większość ludzi nie potrafi czytać, nie ma  administracji, nie ma dokumentów, nic nie można sprawdzić, nic zweryfikować. W kraju panuje potworny chaos.


  Łódź | Sam Ol

1980 r. Phnom Penh

Sam Ol ma 18 lat i dzięki niewyobrażalnemu szczęściu przeżył reżim. Udało mu się wraz z rodziną wydostać ze stolicy podczas przymusowej ewakuacji  miasta, której poddane zostało 2 miliony mieszkańców, a na którą dano im tylko 3 dni. Do opornych po prostu strzelano.

Sam Ol zawsze uciekał w przeciwnym kierunku i jak sam przyznaje: „dlatego dziś możemy rozmawiać”. Gdy całe karawany uchodźców opuszczały stolicę, niosąc swój dobytek na deskach czy drzwiach, które uginały się od ciężaru mebli, ubrań, pościeli, garnków, rodzinnych zdjęć i portretów, Sam wraz z rodziną, mimo iż zakaz surowo tego zabraniał, zorganizował łódkę i unikając trafienia z moździerzy, przeprawił się przez Mekong.

Sam ma takich historii wiele w swoim życiorysie: niejednokrotnie do niego celowano, nie raz słyszał gdy żołnierz przeładowywał broń, a nabój który trafił do komory był przeznaczony dla niego, był poszukiwany, nocą przeprawiał się przez pola minowe, próbowano go otruć oraz udało mu się uciec z obozu.

Ale to tylko ekstremalne historie, tak naprawdę o życie w czasach Pol Pota trzeba było walczyć każdego dnia, zdobywając pożywienie, którego mimo ciężkiej pracy przez cały czas brakowało. Większość umierała właśnie z głodu. Dzięki temu, iż ojciec był lekarzem, Sam umiał czytać i pisać, więc po kryzysie szybko nadrobił zaległości i dostał się do nowo otwartego liceum - Akademii Sztuk Pięknych w Phnom Penh, co otworzyło mu drogę do dalszej edukacji.

1985 r. Warszawa – Okęcie

Sam, wybrany przez grupę przyjezdnych na lidera, przemierza terminal w celu zdobycia informacji, w jakim kierunku podążać dalej i jak dojechać do miejsca, którego nazwę tak ciężko wymówić.

Większość członków grupy nie wiedziała gdzie jest i nie potrafiłaby wskazać odpowiedniego miejsca na mapie (niektórzy nawet nigdy nie wiedzieli mapy Europy).

Reżim panujący w ich rodzinnym kraju zabrał wszystko, palił książki i niszczył każde źródło informacji. Nie było więc atlasów, przewodników, nie było się nawet kogo zapytać. Za radą kogoś starszego, Sam na rok przed wyjazdem uczył się rosyjskiego, ponieważ powiedziano mu, że w Europie wszyscy mówią po rosyjsku.

Spoglądając na mokrą od potu karteczkę próbuje na różne sposoby wymówić: „Łódź”, pyta o drogę swoim łamanym i w ogóle nie brzmiącym rosyjskim.  Efekt jest mizerny, a zdziwieni podróżni omijają Sama szerokim łukiem.


  Łódź | Łódzcy absolwenci

1986 r. Łódź

„Byliśmy pierwszą grupą Khmerów na łódzkim uniwersytecie, pierwszą i jedyną w mieście, a nawet w całej Polsce. Pierwszy rok przeznaczony był na naukę języka polskiego. Ale jak uczyć się języka, gdy nie ma podręczników ani słowników? Na rynku dostępny jest tylko słownik khmersko-francuski.

Tak więc nauka przebiegała dosyć mozolnie: na początku z khmerskiego na francuski, następnie z francuskiego na angielski, a wreszcie z angielskiego na polski. W zasadzie nasza nauka wyglądała tak: pokazywano nam pomidora, a my mówiliśmy: „Pomidor!”, pokazywano piłkę, a my powtarzaliśmy: „Piłka!”

Gdy po pierwszej klasówce dostaliśmy dwóje, cieszyliśmy się jak dzieci. Gdy nauczycielka zapytała dlaczego się cieszymy odpowiedzieliśmy, że dostaliśmy „2” więc nie jest najgorzej. Gdy opanowała łzy, które były wynikiem śmiechu, rozwiała nasze wątpliwości mówiąc, że nie ma na uniwersytecie jedynek, więc dwója jest najniższą oceną. Ale już po 3 miesiącach zrobiliśmy spore postępy i pojawiły się pierwsze piątki”.

2010 r. Phnom Penh

Sam Ol przyjmuje mnie wraz z żoną, którą poznał w Polsce. Ona także przybyła na studia do Łodzi, jako kolejny rocznik.

Oboje ubrani są w tradycyjne khmerskie stroje. Na twarzy Sama nie widać ani śladu bolesnych przezyć z lat reżimu, ani zbliżającej się 40, maluje się na niej promienny uśmiech, tak charakterystyczny dla azjatów. Uśmiech tak szczery i pogodny, że napawa człowieka ciepłem i spokojem.

Tylko w Azji ludzie potrafią się tak uśmiechać, a szczodrość z jaką dzielą się pogodą ducha, relaksuje i uspokaja, nawet gdy nie wszystko idzie po naszej myśli. Uśmiech w Kambodży znaczy więcej niż spojrzenia czy słowa. Możemy nim zostać obradowani w najmniej oczekiwanym momencie. Jeśli przebywamy tutaj już jakiś czas, dochodzi do tego, że nasze usta i policzki same zaczynają „wykrzywiać” się w uśmiechu, który z każdym dniem gości na naszych twarzach coraz częściej.

Sam spędził w Polsce 7 lat. Po studiach, został tu jeszcze na rok, chciał pomagać nowym rocznikom, miał też plany robić doktorat. Niestety każdy kto kończył studia dostawał bilet powrotny - „Właśnie gdy przyzwyczaiłem się do zimy i do białego śniegu”. Sam zawsze wymawia te słowa razem, jakby chciał podkreślić wartość obu słów. Słów, których znaczenie znają tylko nieliczni mieszkańcy Kambodży.

Kambodża | Sam Ol pobiera naukę gry na skrzypcach
  Łódź | Sam Ol pobiera naukę gry na skrzypcach

1985 r. Phnom Penh

Po wkroczeniu wojsk komunistycznego Wietnamu zniszczona Kambodża dołączyła do bloku państw socjalistycznych, które dostrzegały konieczność pomocy „młodszemu bratu”.

Pomoc dotyczyła różnych dziedzin, w tym edukacji - uniwersytety Moskwy, Warszawy czy Berlina stanęły otworem przed khmerskimi absolwentami. Inżynierów kształcono w NDR, do ZSSR zmierzała przyszła kadra zarządzająca, Polsce przypadli kandydaci na lekarzy oraz artyści.

Sam wraz z żoną Wiborą trafił właśnie do Polski, choć nie była to ich decyzja. Po prostu pewnego dnia, po złożeniu wniosków, zostali wezwani na rozmowę, gdzie padła nazwa „Polska”, nie budząca żadnych skojarzeń (równie dobrze mogła to być nazwa sera czy fabryki). Dostali wówczas 5 minut na zastanowienie się oraz podjęcie decyzji.

W tym czasie w Kambodży nie było żadnych perspektyw, kraj był okupowany przez wojska wietnamskie, a życie 10 lat po Pol Pocie nadal było ciężkie. Każdy marzył o Paryżu i Moskwie, którą uważano za największe miasto świata, jednak stojąc przed dylematem: „wyjechać gdziekolwiek czy pozostać na miejscu?” większość wolała zaryzykować.

Tu pojawił się pierwszy problem: uczelnie innych państw nie chciały przyjmować studentów powyżej 22 roku życia, jak gdyby nie rozumiejąc, że przez reżim wszyscy zostali ograbieni z co najmniej 4 lat życia.  Ten problem udało się jednak “przeskoczyć”: brak dokumentów czy jakiejkolwiek bazy danych sprawił, iż wszyscy podawali inną datę urodzenia, jak gdyby Pol Pot nigdy nie pojawił się w Kambodży.

„Wyobraźmy  sobie Polaka który przybywa do Kambodży 20 lat temu. Ląduje w zupełnie obcym kraju, kultura, klimat wszystko jest zupełnie odmienne. Gdy ja wylatywałem, pierwszy raz widziałem samolot, pierwszy raz opuszczałem kraj, mając tylko 80 dolarów. Przez cały reżim nie bałem się tak jak wtedy” - tak swoją podróż opisuje Hab Touch - Khmer, który swego czasu studiował w Toruniu.


Łódź | Sam Ol na jednym z łódzkich osiedli

Dla khmerskich studentów komunistyczna Polska była wybawieniem, darem losu. Dzięki wymianie między komunistycznymi krajami mieli szansę iść na uniwersytet, co w ich kraju było niemożliwe z prostej przyczyny - nie było uczelni wyższych. Większość z nich dobrze wykorzystała ten czas, zdobywając  wiedzę oraz wykształcenie, aby po powrocie zrobić karierę w kraju rodzinnym. Dziś ludzie ci należą do kambodżańskiej elity.

Wibora Ol, żona Sama, jest dyrektorem Biblioteki Narodowej. Hab Touch, który ukończył Konserwację i Renowację Zabytków Kamiennych w Toruniu, jest obecnie Dyrektorem Muzeum Narodowego w Phnom Penh (kilka dni po wywiadzie dostał nominację na „ekscelencję”, co wiąże się w dużym prestiżem). Je Om Kim Sir ukończył medycynę w Białymstoku, obecnie pracuje jako sekretarz Stanu Wydziału Rolnictwa. Die Ly Srey Vyud, która również ukończyła studia medyczne w Białymstoku, jest posłanką w partii opozycyjnej.  Do tego mamy jeszcze sekretarzy, ambasadorów, polityków.

Wszyscy na pytanie o Polskę wspominają zimę oraz trudny język. Wszyscy z równym sentymentem wypowiadają się o naszym kraju, który w porównaniu ze zniszczoną, pozbawioną wszystkiego Kambodżą, był dla nich wspaniałym miejscem. Mimo trudności jakie napotykali, mimo częstych przejawów dyskryminacji, wszyscy zdają sobie sprawę, że to właśnie studiom w Polsce zawdzięczają obecną pozycję.

Autor: Dariusz Kozicki

Podyskutuj na forum Kambodża

Tagi

Kambodża Historia Kambodży Społeczeństwo Kambodży Polska i Azja Studia
👤

Redakcja ABC Kambodża

Redakcja portalu ABC Kambodża. Pasjonaci podróży i kultury khmerskiej.

📬

Podobał się artykuł?

Napisz do nas lub subskrybuj nasz kanał RSS, aby nie przegapić nowych artykułów.