Lśniący złotem pałac królewski i góry śmieci, luksusowe limuzyny i rozklekotane riksze, muzeum tortur i salony masażu - stolica Kambodży Phnom Penh oferuje turystom wiele kontrastów.
Kambodża | Transport uliczny (by C. Karras)
Monumentalny pałac królewski w centrum miasta, niedaleko rzeki Tonle Sap, błyszczy z daleka. Wieczorem, w promieniach zachodzącego słońca, rozświetlają się ozdobne gzymsy dachów.
Na zielonym placu od frontu toczy się około godziny 18 prawdziwie aktywne życie: na tę porę zapowiedziany jest bowiem masowy aerobik z głośną muzyką i wesołymi tańcami.
W królewskim pałacu
Za pałacowymi murami zaczyna się inny świat. Tutaj mieszka król Sihamoni, o ile jest akurat w kraju. Powierzchnia o wymiarach 435 m na 421 m wypełniona jest halami, pagodami, posągami i krzewami, które armia ogrodników zamienia w wielopiętrowe baldachimy. W sali tronowej blask złota olśniewa oczy. Podłoga Srebrnej Pagody składa się z prawie 6000 kg srebrnych płyt. Jest też figura Buddy z 90 kg złota i 2086 diamentów.
Kambodża | Pałac Królewski w Phnom Penh (by C. Karras)
Po drugiej stronie murów…
Po drugiej stronie pałacowych murów biega w błocie grupka dzieci ulicy. Kilkunastolatek gotuje na kołyszącej się kuchence gazowej zupę z makaronem. Cztero- i pięcioletnie dzieciaki hasają wśród kartonów i zwałów śmieci.
Transport po kambodżańsku
Wąskie uliczki Phnom Penh zdają się być sceną konkursu na „najbardziej oryginalny środek lokomocji”, spotkać tu można bowiem taczki, riksze, w których na jednoosobowym siedzeniu przewozi się pięciu uczniów, motorowery i mnóstwo samochodów. Pojazdy bez tablic rejestracyjnych lepiej omijać szerokim łukiem - radzą miejscowi.
Kambodża | Transport po kambodżańsku (by C. Karras)
Ludzie przemierzają ulice Phnom Penh na swoich motorowerach, często z niezwykłymi pasażerami, np.: siedzącą tyłem do kierowcy kobietą, trzymającą oburącz taczkę z wbudowaną garkuchnią. Na innym za kierowcą siedzi dwóch mężczyzn: jeden z nich trzyma butelkę z kroplówką, której wężyk przechodzi za koszulę środkowego – transport sanitarny po kambodżańsku.
Na światła na skrzyżowaniu nikt nie zwraca uwagi, a znak „droga jednokierunkowa” jest jedynie propozycją, z której korzysta kto chce. Motorzyści traktują zwykle takie ulice jako korzystny skrót.
Za ciemnymi szybami samochodów kryją się bogaci, wpływowi ludzie, którzy zdają się być ponad prawem. Również niebiesko-czerwone tablice wskazują na przywileje: litery RCAF, to skrót od „królewskiej kambodżańskiej armii”. Trudno uwierzyć, że luksusowe marki typu „lexus” służą do transportu wojska. Prawdopodobnie oficerowie mają nie tylko wysoki żołd ale i dobre układy ze służbą celną.
Kambodża | Chłopiec sprzedający gazety (by C. Karras)
Pedicure na deser
Kto mając pusty żołądek podąży za swoim węchem, trafi szybko do jednej z setek ulicznych garkuchni. Rodziny gotują tam na małych kuchenkach potrawy z ryżu i makaronu. Głodni zajmują miejsca na małych stołeczkach bezpośrednio przy krawężniku. „Restauracja na skraju ulicy” oferuje często „na deser” pedicure: córka kucharki chętnie przyniesie waciki i pilnik.
wg www.n-tv.de