Kambodża, choć coraz częściej odwiedzana przez turystów, pozostaje miejscem tajemniczym i nieznanym. Toczy się tu nieustanna walka pomiędzy wspaniałą przeszłością, niechlubną historią reżimu Czerwonych Khmerów i trudami codzienności. Przyjrzyjmy się kliku klatkom z życia tego niezwykłego kraju, by spróbować, choć w najmniejszym stopniu, nieco lepiej go zrozumieć:
Kambodża | Angkor nieustannie pada ofiarą pozbawionych skrupułów złodziei dzieł sztuki (by luckylaura )
Młode pokolenie Phnom Penh
Palą „gauloises”, czytają francuskie gazety i jedzą bagietki zamiast ryżu do miejscowych potraw – młode pokolenie Phnom Penh jest dumne z plakatów reklamowych zachodnich towarów, z pływających restauracji na rzece Tonle Sap albo z nowych nocnych lokali i nadbrzeżnej promenady Sisowath Quay, gdzie można zamówić potrawy każdej kuchni świata. To pokolenie chce zapomnieć o okrucieństwach Pol Pota, o milionach zabitych, zrujnowanym życiu ich rodziców – a często o własnej sierocej przeszłości. Chcą prowadzić normalne życie, jak w Bangkoku i Sajgonie, i z nadzieją patrzeć w przyszłość.
„Nowa Kambodża” nie interesuje turystów
Optymizm 1,6-milionowej metropolii przesłania panująca w dalszych regionach kraju skrajna nędza. Turyści pozostają w Phnom Penh co najwyżej dwa dni, aby zobaczyć najważniejsze atrakcje: Muzeum Narodowe, Pałac Królewski i Srebrną Pagodę. Nie interesuje ich nowa Kambodża, przyjeżdżają, aby podziwiać antyczną kulturę Khmerów w oddalonym o 300 km Angkor.
2 miliony gości Angkoru
W 2006 r. Angkor zwiedziło ok. 600 000 turystów. W ubiegłym roku ten największy kompleks sakralny świata odwiedziły już równo 2 mln gości (głównie Koreańczyków, Wietnamczyków, Japończyków i Europejczyków). W pobliskim, małym mieście Siem Reap, stolicy prowincji, powstało w międzyczasie ponad sto hoteli, a restauracja przylega do restauracji. Tymczasem trwają przygotowania, by w najbliższym czasie ów imponujący kompleks monumentów mógł przyjąć nawet 3 miliony zwiedzających w ciągu roku.
Świadectwa dawnej świetności
Patrząc na te świadectwa przeszłości można wyobrazić sobie, jak potężne i wspaniałe musiało być państwo Khmerów. Między IX i XIII wiekiem władcy Angkoru kazali wznieść ponad 1000 świątyń i innych budowli ozdobionych płaskorzeźbami i posągami na ponad 200 km2 powierzchni.
Wyrafinowane systemy nawadniające umożliwiały wielokrotne zbiory ryżu w ciągu roku i gwarantowały zaopatrzenie w żywność mieszkańców przy stosunkowo niskich nakładach pracy. Tak więc całe rzesze robotników mogły poświęcić się budowie niezliczonych świątyń, które miały przedstawiać wyobrażenie wszechświata. Nie były to żadne miejsca kultu, ale siedziby najważniejszych bóstw hinduistycznych, do których tylko król miał dostęp, domagając się dla siebie prawa do czci religijnej.
Angkor Wat ze swoimi z dala widocznymi wieżami jest najczęściej fotografowanym motywem Angkoru. Bez przerwy klikają aparaty. Gigantyczna świątynia była przez wieki zamieszkiwana przez buddyjskich mnichów i także dlatego nie zarosła dżunglą jak inne budowle i nie stała się przedmiotem systematycznych rabunków.

Kambodża | Zabytki Angkoru skąpane w porannym słońcu (by yinghai83 )
Zrabowana przeszłość
Wpisany przez UNESCO na listę światowego dziedzictwa kulturowego, największy kompleks świątynny świata – Angkor, nieustannie pada ofiarą pozbawionych skrupułów złodziei dzieł sztuki, zwłaszcza w swych odległych zakątkach.
W ostatnich dziesięcioleciach dobrze zorganizowani złodzieje sztuki, działając na zlecenie międzynarodowej mafii handlarzy antykami, skradli ze świątyń Angkoru niezliczone skarby sztuki. Niektóre egzemplarze mogą osiągać astronomiczne ceny. Dla kolekcjonerów sztuki Khmerów te figury z piaskowca i brązu mają nie tylko wartość dekoracyjną, ale są swego rodzaju inwestycją. Kradzieże są ułatwione z powodu niedostatecznej ochrony odległych rejonów świątynnych. Na początku lat 70. ubiegłego stulecia o obszar Angkoru troszczyło się ok. 1000 kambodżańskich urzędników, dzisiaj jest ich tylko 70. Bywają okresy, kiedy chronione przez skorumpowanych urzędników bandy tonami wywożą zabytkowe eksponaty. Również turyści, nie czując się obserwowani, biorą do ręki figury albo szczególnie piękne kamienie.
Kambodża cicha i piękna
Aby przeżyć atmosferę starych świątyń w spokoju i bez tłoku, opłaca się wcześnie wstać. Kiedy wschodzące słońce swym czerwonym światłem powoli rozjaśni Angkor Thom, można poczuć się samotnym na tle tej niesamowitej przestrzeni. Od czasu do czasu gdzieś w oddali przejdzie tylko bezgłośnie mnich w pomarańczowym okryciu. Wydaje się, że słychać cichy śmiech Apsar, niebiańskich tancerek. Strzeżone przez lwy i Nagas bramy i mury obejmują gigantyczne korzenie drzew kapokowych. Wszystko wydaje się snem…
Kiedy zaczynają pojawiać się pierwsze grupy turystów, najlepiej udać się na grzbiecie słonia do mało uczęszczanych świątyń. Jest wiele takich budowli, ukrytych i trudno dostępnych w nieprzebytej zieleni lasu, które nawet władzom nie są pewnie znane.
Tam, daleko od babilońskiego zgiełku tłumów, słyszy się jedynie tajemnicze odgłosy dżungli – nieznaną Kambodżę: cichą i piękną…